KLUCZ DO KONSERW Salvia divinorum

Przekazu, który przychodzi Znienacka raczej nie powinno się ignorować – wielokrotnie miałem naukę – wskazuje Drogę i dokąd prowadzi nas w Las.

Tym razem na prośbę koleżanki, w przerwie między warsztatami projektowania perma tego lata, w sprawie serii webinarów, los rzucił mnie do ustronnej wioski na południu Polski, gdzie na skraju lasu sadowi się przyjazne eko-gospodarstwo.. Wydarzyło się tam coś z pozoru nieplanowane, chociaż w meandrach brzucha i umysłu przeczuwane. Bo tak miało być. Bo nic nie dzieje się przypadkiem, jak nie przypadkiem rośliny posiadają w sobie substancje co karmią lub takie co leczą nie tylko ciała, również dusze lub prowadzą na drodze poznania Wszechświata, aż po granicę a nawet dalej, czasem bezpowrotnie (jak wiadomo lekarstwo może być trucizną i vice versa :-)

Poza gospodarzami spotkałem tam kilka osób, byli to ludzie z różnych stron Polski, znajomi znajomych :) wśród nich jeden „bezdomny włóczęga” podobny do mnie, co szybko zostało zwerbalizowane w rozmowie, która potoczyła się skrótowo w stronę świętych roślin, grzybów i poszerzania świadomości albo inaczej mówiąc: ekosystemowego rozmiękczania ego.. Okazało się, że DeDe Szaman, tak dla bezpieczeństwa będę go nazywał, ma przy sobie (przywiózł z SudAmeryki) potężny, może najpotężniejszy ze znanych nam roślinnych kluczy do „drzwi percepcji”, ostrą „otwieraczkę do konserw ego” – szałwię wieszczą – Salvia divinorum – jak pięknie zwana jest w łacińskim żargonie botaników. 1)↓
 Słyszałem o tej roślinie już parę historii, ale jak dotąd nie udało mi się z Nią spotkać i bliżej poznać. Nie szukałem kontaktu w przekonaniu, że Boska Wieszczka, jeśli będzie taka Wola, przyjdzie do mnie w odpowiedniej chwili. I tak się stało.

..usiedliśmy na niewielkiej polance, gdzie DeDe rozpoczął ceremonię.. po trzech albo czterech głębokich wdechach szałwia zabrała mnie wraz z dymem, jakbym zaczął zapadać się pod wodę, a na to co normalnie widzę, nałożony został gęsty, odkształcający naszą czasoprzestrzeń wymiar Istnienia. Kiedy próbuję ująć owo doświadczenie w rozumowo-językowych ramach, przychodzi mi na myśl to, co słyszałem od Leonarda Susskinda, fizyka i kosmologa, współtwórcy String Theory, który na jednym z wykładów mówił o Czarnej Dziurze i o tym, co stało by się z nami gdybyśmy przekroczyli jej granicę zwaną event horizon.. Tak się czułem :-) jakbym znalazł się w bąblu innego wymiaru, zza którego horyzontu oglądam naszą rzeczywistość. Szałwii wieszczej, jak sugerują ci co nadali jej nazwę, towarzyszy coś boskiego divinorum – to jest wymiar? który z innej strony, jakby zaczynał przeświecać przez to co wokół nas na co dzień? Extraordynarne doświadczenie :) Wyprawa w kosmos bez zmiany miejsca – wśród skrzących się koron widziałem niebo nad polanką, przestrzeń wokół, tyle że w wykrzywionej perspektywie bycia jakby po drugiej stronie lustra, skąd ukazuje się złudny charakter naszego widzimisię, za którym JEST znacznie znacznie więcej..

Nie powiem wam co to JEST, bo nie odwróciłem wzroku i nie spojrzałem w Głębię. Może dlatego, że szałwia zabiera ze sobą tak szybko, jak winda której urwały się hamulce, zwłaszcza kogoś kto spotyka się z Nią po raz pierwszy może przyprawić o zawrót głowy, stąd pewnie uczucie zasysania przez czarny punkt Wszechświata zza którego może nie być powrotu. To jest niebezpieczny punkt. Nie wolno się przestraszyć, trzeba odpuścić lęk i spokój wraca, i można dłużej delektować się otwarciem świadomości. Co nie zawsze jest przyjemne.
 Ile trwało to doświadczenie? Bezczasowo, aż zorientowałem się, że chyba powoli zaczynam wracać, wynurzać się, i że świat staje się znowu „normalny”, spójny, nieprzejrzysty i że znowu nabiera swoich ustalonych Prawami krawędzi.

Leżałem na ściółce jeszcze chwilę, potem usiadłem. Wróciłem do naszego zwyczajnego „tu i teraz” mniej więcej tak szybko (trochę wolniej) jak zostałem zabrany w tamten wymiar. Szaman DeDe siedział obok tak jak siedział. Szisza, z której zapaliłem, stała tak jak stała. Miejsce było takie jakie było, a jeśli nawet zmienił się cały Wszechświat w nieustannym procesie Przemiany, w moich realiach zmieniło się niewiele, bo tam, po drugiej stronie za horyzontem zdarzeń, byłem zaledwie trzy minuty – powiedział szeptem DeDe, a potem zapytał, czy pamiętam..

Coś pamiętam, napisałem Wam właśnie, że zostałem zassany przez Czarną Dziurę, a poza tym? Niewiele.. Tak naprawdę nic. A mogłem stamtąd coś przynieść, gdybym miał więcej odwagi. Po to przecież spotkałem się z Boską Szałwią, by zobaczyć więcej niż iluzję naszego wymiaru! – dlatego po chwili rozmowy z DeDe postanowiłem zapalić i zanurkować jeszcze raz (tak urzeczywistnia się w działaniu drzemiąca w nas siła zwana z greckiego Tanatos :-)

– ..z dobrą intencją – powiedział DeDe – i skromnie, bo nie uda ci się Stamtąd wiele przynieść. Proś Szałwię o prosty przekaz. Ja też to zrobię – dodał i ceremonialnie nabił sziszę po raz drugi.

..kiedy zacząłem się wynurzać, wszystko co tam widziałem jakby zasłoniła kotara, nastąpiło błyskawiczne erasure head, kasacja wspomnień. Stało się to w momencie, gdy zza horyzontu „spojrzałem” w naszą stronę, kiedy odwróciłem „wzrok” od tego co Tam i spojrzałem Tu. Był to zarazem moment uświadomienia, że wracam :-) tak jak moment przebudzenia, po którym nie jestem w stanie sięgnąć snu, chociaż przed chwilą był tak realny, namacalny..
 Nie powiem, że nie byłem rozczarowany: nie udało się, poza silnym poczuciem, że JEST, wróciłem znowu z niczym.

— No i? – zapytał DeDe, gdy się podniosłem.
Odpowiedziałem milczeniem.
— Po około minucie od zapalenia, podniosłeś się i powiedziałeś wyraźnie: DRZEWA.. Pamiętasz?

Dzięki DeDe. Dzięki tobie pamiętam. To był przekaz o jaki prosiliśmy :-)
Między innymi dlatego, a wśród tych innych powodów przede wszystkim pojechałem do Puszczy.

   [ + ]

1. Meksykańska zielona bogini, roślinny zaklinacz wieszczb

Rodzimie szałwia występuje w Sierra Mazateca, w południowym Meksyku. Podczas wegetacji osiąga 0,5–1,5 m wysokości, za to w czasie kwitnienia wypuszcza pęd osiągający już nawet 3 m. Liście, aksamitne w dotyku, gorzkie w smaku, potrafią mieć do 30 cm długości i 10 cm szerokości.

Dla zachodniego świata po raz pierwszy pojawiła się w 1939 roku, kiedy to została opisana przez szwedzkiego antropologa Jeana Basseta Johnstona. Badał on wówczas zastosowanie rytualne grzybów psylocybinowych przez meksykańskich Mazateków.

Bardziej szczegółowych opisów od Johnstona dostarczyli panowie Albert Hoffman (ten sam, który wynalazł LSD) oraz Gordon Wasson. Pozyskane przez nich próbki zidentyfikowano jako nowy gatunek – Salvia divinorium. Ponadto Wasson (jako pierwszy biały) sprawdził jej działanie na sobie. Był to rok 1961. W trakcie rytuału mazatecka szamanka podała mu napój ze świeżo wyciśniętych liści. Tamtejsze doświadczenia opisywał później słowami: „tańczące kolory w wyrafinowanych trójwymiarowych wzorach”.

przypis źródło Akademia Ducha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *