O sójce, świerszczu i strażniku leśnym chińska powiastka Zhuangzi (ekosystemowa)

Pewnego razu, gdy mistrz Zhuang przechodził przez lasek Tiaoling, nadleciała znienacka, od strony słońca dziwna sójka, miała skrzydła duże jak wrona, a oczy podobne do sokoła. Uderzyła w głowę Zhuanga i spłoszona wpadła między drzewa.
— Co za ptaszysko!? – wykrzyknął – Takie duże skrzydła ma, że latać nie umie, a oczy jak u sokoła, a mnie nie widzi

Chcąc zobaczyć co się stało i z ciekawości skręcił ze ścieżki i ruszył za sójką. Tam za krzakiem na jednym z listków zobaczył świerszcza, który znalazłszy piękny, rozgrzany słońcem zakątek, poczuł się tak dobrze, że aż się zagapił w błogostanie i nie zauważył zbliżającej się modliszki. Lecz modliszka łapiąc świerszcza przestała być czujna i pozwoliła zobaczyć się sójce, która chcąc pochwycić zdobycz, również straciła uwagę i w ten właśnie sposób – pojął w błysk mistrz Zhuang – wpadała mu na głowę.

— Zaiste, stworzenia czyhają jedne na drugie – westchnął – ..a nadto światem rządzi nieuchronne prawo konsekwencji. I logika zysku.
Odwrócił się i ruszył z powrotem na ścieżkę, lecz nie zdążył tam dotrzeć, bo zamyślony kołowrotem zdarzeń został zaskoczony przez strażnika leśnego, który wypisał mu mandat za chodzenie po lesie.

Po powrocie do domu mistrz zamknął się i nie odbierał telefonów (spędził tak podobno trzy miesiące) aż odwiedził go uczeń Lin Chü i zapytał: dlaczego udałeś się w odosobnienie i w nie pojawiasz się na agorze?
– Bo spacerując po cesarskim lesie Tiaoling podążyłem za dziwnym ptakiem, który zapomniawszy swego instynktu, uderzył mnie w głowę i wpadł między drzewa. A wtedy dostałem mandat za brak uważności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *